Ulica
Tramwaj, który postał między przystankami
Na chodniku tramwaj słychać wcześniej, niż go widać. Szyny dają dźwięk, jakby ktoś ciągnął metal po betonie. Dzisiaj ten dźwięk urwał się w połowie przecznicy. Wagon stał między przystankami, nie przy wiacie, tylko przy zwykłym kawałku płyt.
Drzwi były zamknięte. W środku ludzie patrzyli w okna albo w dół, tam gdzie zwykle trzyma się telefon. Nikt nie stukał w szybę. Nikt nie wyszedł, bo próg wisi nad jezdnią, a obok jedzie to, co jedzie. Stałam przy pasach i czekałam, aż światło puści resztę.
Nie wiem, czemu postał. Nie pytam przez szybę i nie udaję, że znam regulamin postoju. Widzę, że pantograf dalej dotyka drutu, a wagon milczy. Ktoś w środku podniósł głowę, spojrzał na drzwi i znowu opuścił wzrok. To cała historia, jaką mam z tego miejsca.
Zegar na słupie zmieniał minuty. Nie liczyłam ich. Jak ktoś zapyta, ile to trwało, powiem: dość długo, żeby zauważyć kurz na dolnej krawędzi okna i napis, którego z chodnika i tak nie czytam, bo litery są za małe. Potem wagon drgnął. Nie zapamiętałam dzwonka. Ruszył tak, jakby przerwa była zwykłą częścią jazdy.
Na następnym przystanku ludzie weszli i wyszli. Ten, kto czekał przy wiacie, nie widział postoju między skrzyżowaniami. Dla niego tramwaj po prostu przyjechał. Dla mnie przez chwilę był meblem na środku ulicy: duży, ciepły od słońca, z zamkniętymi drzwiami.
Idę dalej. Szyny znowu brzęczą pod następnym składem, już w ruchu. Na płytach zostaje cień, który jedzie szybciej niż ja. Nie zapisuję numeru linii. Zapisuję, że coś, co zwykle jedzie, umiało przez moment tylko stać, i że nikt na chodniku nie zrobił z tego widowiska.
Przy krawężniku została ciemna plama, choć nie padało. Może z mycia, może z rury, nie sprawdzam. Dziecko w wózku odwróciło głowę za wagonem i zaraz wróciło do sznurka przy kurtce. Osoba, która pchała wózek, nie zwolniła. Miasto nie staje dlatego, że jeden skład stanął. Stoi tylko ten, kto akurat patrzy.
Wieczorem, kiedy idę z powrotem, w tym samym miejscu jest już pusto. Zostaje dźwięk szyn i brak ciepła, bo metal odjechał. Zapis na kartce jest jedyną rzeczą, która jeszcze trzyma ten postój. Jak go nie zapiszę teraz, jutro będę pamiętać tylko, że coś stało, a nie że drzwi były zamknięte i że nikt nie zrobił z tego zdarzenia.